Co roku tysiące aut z cofką trafia do polskich komisów i prawie nikt tego nie sprawdza

  

BMW 320d z 2014 roku, 148000 na zegarze, lakier oryginalny, serwis w ASO, przynajmniej tak pisało w ogłoszeniu na komisie w Łodzi, na które trafiłem pod koniec ubiegłego roku przeglądając oferty z ciekawości. Z Niemiec, papiery czyste, 52000 złotych za ten rocznik i te kilometry, no i szczerze powiedziawszy cena wyglądała uczciwie. Tylko że ktoś sprawdził VIN i wyszło, że to samo auto na ostatnim niemieckim TÜV w 2023 roku miało 287000 kilometrów, czyli gdzieś między Frankfurtem a Łodzią zegar stracił jakieś 140000 i jakoś nikt nie zauważył. Takich przypadków w Polsce są tysiące rocznie, może więcej, bo nie wszystkie wychodzą na jaw, a rachunek za każdy z nich dostaje kupujący, który wydał kilkadziesiąt tysięcy na wóz, co przejechał dwa razy tyle, ile twierdzi zegar.


zdjęcie przesłane przez reklamodawcę

Żeby zrozumieć skalę problemu trzeba wiedzieć, że Polska importuje więcej używanych aut niż jakikolwiek inny kraj w Unii. Do końca września 2024 wjechało ich ponad 666000, o 22 procent więcej niż rok wcześniej, a cały rok to pewnie z 940000 sztuk, no i ponad połowa, jakieś 52 procent, przyjechała z Niemiec. Reszta to Francja, Belgia, trochę Holandia. Średni wiek takiego importu to 12 lat z hakiem, więc mówimy o autach, które na pewno trochę przejechały, i tu właśnie zaczyna się cała kalkulacja cofki, bo powiedzmy sobie szczerze, różnica między autem ze 150000 a tym samym modelem z 280000 to spokojnie 15000 do 25000 złotych na komisie. Analityk, który pracuje z danymi z ponad 900 źródeł w przeszło 40 krajach, powiedział mi wprost, że w ich bazie 16.3 procent importowanych aut w Polsce ma cofnięte kilometry, prawie dwukrotnie więcej niż auta kupowane lokalnie, gdzie jest to jakieś 9 procent. Straty? Jakieś 230 milionów euro rocznie, tylko w Polsce, bo w skali Unii Parlament Europejski policzył to na 8.9 miliarda.


No i tu dochodzimy do sedna, bo system, który teoretycznie powinien to łapać, ma takie dziury, że cofnięte BMW przejedzie przez nie bez mrugnięcia okiem. CEPiK zbiera dane o przebiegu od 2014, co w praktyce znaczy, że auta starsze niż dekadę często nie mają w nim w ogóle żadnych wpisów, a te które mają, to wyłącznie z polskich stacji diagnostycznych, czyli już po cofce. Wchodzisz na historiapojazdu.gov.pl i widzisz tam ile pokazywał zegar na ostatnim przeglądzie w Polsce, ale co ten zegar wskazywał rok wcześniej w Niemczech, tego ci nikt nie powie, bo CEPiK z zagranicznymi bazami danych nie rozmawia. Diagnosta robi zdjęcie licznika i wpisuje co widzi, no ale jeśli auto wjeżdża na pierwszy polski przegląd z już przekręconym zegarem, to ten fałszywy odczyt wchodzi do bazy jako legalna wartość i od tego momentu wszystko wygląda w porządku. Był raport Parlamentu Europejskiego w 2018 roku, żeby stworzyć jedną europejską bazę przebiegów z wymianą danych między krajami, ale do dziś tylko 6 państw w Unii traktuje cofanie licznika jako przestępstwo, reszta jakoś sobie radzi, co oznacza tyle, że przekręt spokojnie startuje w Niemczech i kończy się w Polsce bez żadnych przeszkód po drodze.


Niemcy jako główne źródło cofek to żadne zaskoczenie jak się nad tym zastanowić. Największy rynek używanych aut w Europie, Mobile.de z półtora miliona ogłoszeń dziennie, aukcje dostępne praktycznie dla każdego z branży. Auto z niemieckiego TÜV ma przebieg zapisywany co dwa lata, więc teoretycznie da się odtworzyć historię, ale jest takie okno między ostatnim niemieckim TÜV a pierwszym polskim przeglądem, w którym cofka jest praktycznie niewidoczna jeśli nie sprawdzisz VIN na własną rękę. Znam to z rozmów z ludźmi z branży, na aukcjach we Frankfurcie czy Monachium dealerzy hurtowi kupują auta za 8000 do 12000 euro, cofają o 100000 do 150000 km i odsprzedają na polskie komisje za 15000 do 20000 euro, i ta marża jest po prostu nieosiągalna przy legalnym handlu. Było jedno belgijskie badanie, które śledziło auta jadące z Belgii do Francji i okazało się, że 43 procent miało cofnięte zegary ze średnią cofką 91000 kilometrów na sztukę, i szczerze nie widzę powodu, żeby na trasie Niemcy-Polska było jakoś inaczej.


Najbardziej frustrujące jest chyba to, że kupujący, który w ogóle sprawdza historię przed zakupem, to w Polsce wciąż wyjątek. Dane www.carvertical.com/pl/sprawdzenie-vin za 2024 rok mówią, że 62.1 procent aut na naszym rynku ma w historii jakieś uszkodzenie, cofkę, powypadkową naprawę, zmieniony VIN, cokolwiek, i to najwyższy wynik w Europie, tuż obok Słowacji z 60.5 procent. Sprawdzenie historii przez numer VIN to wydatek rzędu 30 do 50 złotych, grosze w porównaniu z tym, co można stracić, a jednak ludzie tego nie robią. Mechanik, z którym rozmawiałem w warsztacie pod Wrocławiem, mówi że przynajmniej raz na tydzień wpada ktoś z autem, gdzie sprzęgło albo skrzynia zdradzają ze 100000 kilometrów więcej niż pokazuje zegar, i on już nawet się nie dziwi. Ta różnica między autem z prawdziwym przebiegiem a takim po cofce to gdzieś 25 do 35 procent wartości, i to jest dokładnie ta kwota, którą ktoś zarabia na kupującym, który podpisał umowę na komisie w Łodzi czy Wrocławiu nie sprawdziwszy wcześniej niczego.


Redakcja poleca

Widok na Monciak w Sopocie. SOPOT - widok na Monciak Widok na Promenadę i Plażę w Sarbinowie SARBINOWO - widok na plażę Bielsko-Biała Plac Wojska Polskiego - NOWOŚĆ Bielsko-Biała Plac Wojska Polskiego NOWOŚĆ Kamera prezentuje ujęcie na Plac Wojska Polskiego w Bielsku-Białej. Do Placu od wschodu prowadzi ulica Targowa od zachodu ulica Łukowa. Z północnej strony dotrzemy ulicą Cyniarską, a od południa ogranicza go ulica 11 listopada stanowiąca główny deptak miejski. Kamienice stojące wokół placu powstały w XIX wieku. Są też budynki z początku XX wieku, w tym znana i jedna z najpiękniejszych słynna bielska kamienica „Pod Żabami”. Kamienica ta jest doskonałym przykładem polskiego stylu secesyjnego. Swoją nazwę zawdzięcza rzeźbionemu portalowi. Są na nim dwie żaby, z których jedna trzyma kieliszek opierając się o beczkę, a druga gra na mandolinie. Na Placu znajdują się pomniki Baltazara Gąbki oraz Don Pedra z Krainy Deszczowców. Działające tu słynne Studio Filmów Rysunkowych i Teatr Lalek Banialuka od lat rozwijają wyobraźnie maluchów, a na bajkach szkicowanych w tym studio wychowały się pokolenia Polaków. W innych częściach miasta znajdziemy także pomniki: Bolka i Lolka, Reksia czy Pampaliniego. Widok na Rynek w Katowicach Katowice - Rynek Widok na plażę wschodnią w Darłówku DARŁOWO - widok na plażę wschodnią Kamera z widokiem na szeroką plażę w Dębkach województwo pomorskie. DĘBKI - widok na plażę  Transmisja online prosto z plaży w Dębkach z nowoczesnej kamery zamontowanej przy wejściu numer 19. Ta kaszubska letniskowa osada leżąca w województwie pomorskim nad Bałtykiem, może pochwalić się jedną z najładniejszych piaszczystych i szerokich plaż na polskim wybrzeżu. Mimo ogromnej popularności, plaża ta wyróżnia się drobnym jasnym piaskiem, czystością oraz brakiem tłumów. Tuż przy wejściu wznosi się ponad las wieża widokowa przyciągająca turystów niezwykłą panoramą okolicy i wspaniałymi zachodami słońca. Wieża ta to tylko część kompleksu „Rybaczówka”, którego celem jest obsługa pobliskiej przystani rybackiej. Co najważniejsze, na tym nie kończą się atrakcje miejscowości Dębki. Entuzjaści natury mają niecałe 1,5 km do Rezerwatu przyrody Piaśnickie Łąki, którego uroki można także podziwiać biorąc udział w spływie kajakowym rzeką Piaśnicą, aż do ujścia Morza Bałtyckiego. Przez Dębki przebiega także, zyskujący popularność, międzynarodowy szlak rowerowy R10 uwzględniający widokowe, często dzikie plaże i urocze miejsca przy wybrzeżu. Jako ciekawostkę, warto wspomnieć, iż w 2002 roku plaża ta była miejscem zdjęć do kultowego filmu Marka Koterskiego „Dzień Świra”. Widok na plażę i morze w Dziwnowie woj. zachodniopomorskie DŹWIRZYNO - widok na plażę Widok z Kamery na Ulicę Krupówki w Zakopanem na żywo Krupówki - widok na deptak

TOP 5

Waszych ulubionych kamer

WebCamera Media Sp. z o.o.
ul. św. Filipa 23/4
31-150 Kraków

tel. +48 12 442 01 86

webcamera@webcamera.pl

"WEBCAMERA.PL"
ul. Floriańska 9A
34-120 Andrychów