TOP 5
Waszych ulubionych kamer
Przekroczenie magicznej granicy 40 lat dla wielu z nas staje się momentem bezlitosnego rachunku sumienia. Ciało, które do tej pory wybaczało zarywanie nocy, kiepską dietę i wielogodzinne siedzenie przed komputerem, nagle zaczyna wysyłać pierwsze ostrzeżenia. Poranne sztywnienie karku, dziwne strzykanie w kolanie przy wstawaniu z kanapy, a na wadze – mimo braku zmian w jedzeniu – jakoś tak przybyło ze trzy kilogramy.

zdjęcie: envato.com/licencja - zajęcia pływackie na basenie
Kiedy mój lekarz podczas rutynowych badań rzucił krótkie: „Czas się ruszyć, panie przydomowy kanapowcu, bo za dekadę kręgosłup wystawi panu rachunek”, poczułem lekki niepokój. Bieganie? Odpadło po dwóch próbach – ból w stawach skokowych skutecznie wybił mi je z głowy. Siłownia? Przerzuciłem parę żelastw i uznałem, że to nie mój świat.
Wtedy przypomniałem sobie o basenie. Nie umiałem pływać „jak z żurnala” – ot, taka klasyczna, amatorska żabka z głową nad wodą, byle się nie utopić. Postanowiłem jednak zaryzykować. Wykupiłem karnet, spiąłem pośladki i założyłem sobie cel: 3 razy w tygodniu po 45 minut przez równy miesiąc.
Oto, co stało się z moim ciałem i umysłem po zaledwie 30 dniach. Efekty zaskoczyły nawet mnie.
Pierwsze wejście do wody było zderzeniem ze ścianą. Wydawało mi się, że skoro codziennie spaceruję z psem i nie mam gigantycznej nadwagi, to przepłynięcie kilku długości basenu będzie formalnością. Nic z tych rzeczy.
Po 50 metrach moje płuca płonęły, a serce chciało wyskoczyć z piersi. Szybko zrozumiałem, że pływanie bez żadnej techniki i z wstrzymywanym chaotycznie oddechem to prosta droga do utonięcia z wycieńczenia. Pierwszy tydzień upłynął mi na walce o przetrwanie i... nauce wydechu do wody.
Efekt po 7 dniach: Zakwasy w miejscach, o których istnieniu nie miałem pojęcia – ucierpiały głównie mięśnie międzyżebrowe, ramiona i górna część pleców. Ale pojawił się też pierwszy plus: po wieczornym basenie spałem jak dziecko, bez ani jednej pobudki w nocy.
W drugim tygodniu zacząłem podglądać na YouTubie podstawy poprawnego oddychania i pływania kraulem oraz tzw. "krytą żabką". Gdy przestałem kurczowo zadzierać głowę nad wodę (co dotychczas potwornie obciążało mój odcinek szyjny), stało się coś niesamowitego.
Woda ma tę genialną właściwość, że zmniejsza ciężar naszego ciała o blisko 90%. Dla faceta po czterdziestce to stan absolutnie błogosławiony. Moje stawy i zmęczony siedzeniem przed monitorem kręgosłup nagle dostały pełen luz. Pod koniec drugiego tygodnia uświadomiłem sobie, że od kilku dni ani razu nie poczułem tępego bólu w lędźwiach, który towarzyszył mi od miesięcy przy wstawaniu z fotela.
Efekt po 14 dniach: Całkowite ustąpienie bólów napięciowych w plecach. Moje ciało stało się dziwnie „elastyczne”.
W trzecim tygodniu basen przestał być przykrym obowiązkiem, a stał się bezpieczną przystanią. Kiedy zanurzasz się w wodzie, odcinasz się od całego świata. Nie ma tam powiadomień ze smartfona, maili od szefa, szumu informacyjnego ani polityki. Jest tylko rytm: oddech, ruch rąk, odbicie od ściany. Pływanie zadziałało na mnie jak najlepsza sesja medytacji.
Co ciekawe, zauważyłem też potężny skok energetyczny w ciągu dnia. Zniknął popołudniowy kryzys, podczas którego normalnie wypijałem trzecią kawę i zagryzałem ją ciastkiem. Co więcej, waga wreszcie drgnęła – po niecałych trzech tygodniach ubyło mi 1,5 kg, choć wcale nie przeszedłem na restrykcyjną dietę. Pływanie angażuje niemal 100% mięśni jednocześnie, zamieniając ciało w maszynę do palenia kalorii jeszcze na długo po wyjściu z wody.
Gdy minęło równe 30 dni, stanąłem przed lustrem i przyjrzałem się efektom tej miesięcznej rewolucji. Różnica była widoczna gołym okiem:
Jeśli masz wątpliwości, czy „w tym wieku” wypada iść na basen, rozglądać się za instruktorem lub po prostu pluskać na torze dla początkujących – odpowiadam krótko: wypada, a nawet trzeba.
Na basenie nikt na Ciebie nie patrzy, nikt Cię nie ocenia. Każdy walczy tam ze swoimi słabościami, metrami i oddechem. Czterdziestka to idealny moment na naukę pływania, bo to jedyny sport, który bezlitośnie rozprawia się z tkanką tłuszczową i stresem, jednocześnie nie niszcząc Twojego ciała i dając mu drugą młodość.
Ja swój karnet właśnie przedłużyłem na kolejny rok. A Ty? Kiedy pakujesz torbę na basen?
Waszych ulubionych kamer